Redakcja naukowa: dr Iwona Dadej, dr hab. Elżbiera Orman, prof. IH PAN
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2025
Wsparcie finansowe Fundacji Lanckorońskich oraz Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków
Znana w wąskim kręgu historyków sztuki i stypendystów Fundacji Lanckorońskich, „odkryta” została przez Polaków w 1994 roku, po przekazaniu obrazów z rodzinnej kolekcji Lanckorońskich na zamki królewskie w Krakowie i Warszawie, i po 2001 roku, kiedy ukazały się Jej Wspomnienia wojenne.
Karolina Lanckorońska (1898-2002) była historykiem sztuki, znawczynią włoskiego renesansu i baroku. Po mieczu spokrewniona z arystokracją polską, po kądzieli – z niemiecką. Kiedy w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück wytykano jej niemieckie pochodzenie, powiedziała, że jest „kundlem europejskim”. Wszak płynęła w niej też krew arystokracji węgierskiej (rodziny Zichy) i rosyjskiej (Gołowinów). Najbardziej jednak czuła się Polką. Przed 1939 rokiem mieszkała w Wiedniu, we Lwowie, Rozdole, Komarnie i Rzymie, po zakończeniu wojny na stałe osiadła w Rzymie – caput mundi, i tutaj została pochowana na cmentarzu Campo Verano.
Nie pozostawiła pamiętników. Fragmenty jej biografii musimy wyłuskiwać ze Wspomnień wojennych, korespondencji i rozproszonych w prasie emigracyjnej artykułów. Napisano o niej setki artykułów i kilka opracowań książkowych, ostatnio ukazały się: bogato ilustrowany tom Karolina Lanckorońska w służbie nauki i Polski (Rzym 2022), pod redakcją dr Wojciecha Bilińskiego, i Karolina Lanckorońska. Noblesse oblige (2024, wyd. Zamek Królewski w Warszawie) w znakomitej i starannej redakcji dr Ewy Włoch.
Lanckorońska przeżyła kilka epok, od zaborów, kiedy Polski nie było na mapach Europy, przez niepodległą II Rzeczpospolitą i dwa totalitaryzmy, aż po ponowne odzyskanie niepodległości w 1989 roku. Jako 19-latka przeczuwała „świt” polskiej niepodległości, podając członkom Rady Regencyjnej ciasteczka podczas ich pobytu w pałacu Lanckorońskich w Wiedniu. W latach 90. pojechała ze swoim uczniem prof. Lechem Kalinowskim na Monte Cassino, by pokłonić się żołnierzom II Korpusu i powiedzieć im, że „Ona jest już wolna”.
Choć w roku 1926 uzyskała na Uniwersytecie Wiedeńskim tytuł doktora, w roku 1936 habilitowała się na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a w oku 1952 otrzymała tytuł profesora Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie (PUNO) w Londynie, można powiedzieć, że wzorem swojego ojca była raczej typem „prywatnego uczonego” w stylu dziewiętnastowiecznym. W wyniku wybuchu II wojny światowej, po trzyletnim okresie pracy na Uniwersytecie Jana Kazimierza, musiała przerwać wykłady z historii sztuki i opuścić Lwów. Później, w latach pięćdziesiątych (1952-56) wykładała na PUNO. Z własnej inicjatywy organizowała „prywatne” seminaria, m.in. dla chłopów z Komarna, współwięźniarek w Ravensbrück, dla żołnierzy II Korpusu, wreszcie dla stypendystów Fundacji Lanckorońskich w Rzymie. Często oprowadzanie po zabytkach było pretekstem do nieszablonowego wykładu. Miała iście renesansowy umysł, niechętny fanatyzmom politycznym i religijnym. Głęboko wierząca katoliczka i antyklerykałka, gorąca patriotka i przeciwniczka nacjonalizmu, powściągliwa w słowach – hojna w czynach, bezpośrednia, ale zawsze w gorsecie formy naturalnej elegancji. Nie eksponowała zakrojonej na szeroką skalę swojej działalności charytatywnej i filantropijnej na rzecz setek osób w Polsce i na emigracji. Jej dyskrecja wynikała z zasady, o której Cyprian Kamil Norwid pisał: „kto daje, musi zawsze zdejmować czapkę dając” (list z 21 IX 1863 r. do Karola Ruprechta).
Po wojnie poświęciła się bez reszty edycji źródeł do dziejów Polski w ramach serii „Elementa ad fontium editiones”. Wszystko to robiła pod auspicjami rzymskiego Istituto Storico Polacco, założonego wspólnie z profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie ks. prałatem Walerianem Meysztowiczem. W przemówieniu 29 maja 1983 roku z okazji wręczenia Jej tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego tak uzasadniała konieczność pracy wydawniczej: „Walczymy o te dobra, które mają dla nas dziwną życiodajną siłę, stanowiącą o naszej, tak zupełnej inności od sąsiadów. […] nasza humanistyka jest nam tarczą, chroniącą naszą tożsamość, naszą inność”.
***
Kilka dni temu ukazała się nakładem wydawnictwa ZNAK Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej, niemal dokładnie w 23. rocznicę jej śmierci. To pierwsza całościowa próba zmierzenia się z opisem jej życia i działalności. Autor książki Marcin Wilk nie znał osobiście swojej bohaterki. Powoli z rozmów, literatury, fotografii i źródeł archiwalnych odkrywał postać Karoliny Lanckorońskiej, „jedyną” i niepowtarzalną.
Autor nie mógł opisać tembru głosu Karoliny Lanckorońskiej, sposobu prowadzenia rozmowy, jej gestów, uwag i pochwał, jej powitań i pożegnań. Jej przenikliwego spojrzenia, dla jednych paraliżującego, dla drugich fascynującego, kiedy z nieskrywanym zainteresowaniem pytała o pracę naukową, poglądy, sytuację rodzinną etc. Tak jak z uwagą patrzyła na obrazy, tak też oceniała wygląd swoich rozmówców, wyraz twarzy, gestykulację, sposób poruszania się, modulację głosu etc. Sceny utrwalające jej spostrzegawczość możemy znaleźć we Wspomnieniach wojennych (2001): w czasie przesłuchania w Stanisławowie przez Hauptsturmführera Hansa Krügera zauważyła, że „jego kciuk był prawie równej długości z palcem wskazującym”. Wzruszyła ją reakcja furmana z Rozdołu, ze „starą jak pieczone jabłko pomarszczoną twarzą”, który ucieszył się na jej widok. Przeraziła natomiast twarz jednej z sadystek z Ravensbrück, Szwajcarki Carmen Mory: „miała włosy i oczy czarne jak kruk, bardzo szerokie i cienkie zupełnie usta i dużą szczękę”, podobną do „prototypu diablic Hieronima Boscha, tragicznego karykaturzysty flamandzkiego”.
Dla stypendystów Fundacji Lanckorońskich i historyków sztuki, bywalców gabinetu Istituto Storico Polacco przy via Orsini 19 w Rzymie, którzy poznali wielobarwną, niepowtarzalną i jak najdalszą od stereotypów Karolinę Lanckorońską, biografia Marcina Wilka będzie portretem niedokończonym. Zawsze bowiem znajdą się jakieś inne, nieopisane okruchy wspomnień, wrażeń i przemyśleń, każdy odbierał spotkanie z nią inaczej, nigdy obojętnie, nigdy powierzchownie. Może książka Marcina Wilka wywoła à rebours potrzebę napisania wspomnień z rozmów i spotkań z profesor Lanckorońską, które zostawiły niezatarty ślad w ich pamięci.
Dr hab. Elżbieta Orman, prof. IH PAN
Kraków, 25 sierpnia 2025 r.